Can you hear it? – jak nauczyć się rozumienia ze słuchu

Can you hear it? – jak nauczyć się rozumienia ze słuchu

Historia dzisiejszego posta sięga czasów zamierzchłych. Mianowicie, robiąc sobotnie porządki znalazłam swój certyfikat z maturalnego kursu języka angielskiego, na którym był poziom, ocena i wyniki egzaminu na koniec kursu. Ku mojemu zdziwieniu wyniki procentowe przedstawiały się bardzo przyzwoicie we wszystkich kompetencjach językowych oprócz listeningu, a tu – 40%! A zdziwienie stąd, że teraz słuchanie jest jedną z moich najmocniejszych stron. Pomyślałam, że warto się zastanowić i podzielić z Wami sposobami na listening, które są wypróbowane i jak widać również skuteczne.
Po pierwsze i wydaje mi się, najłatwiejsze do spełnienia – musimy słuchać tyle ile jest to możliwe, ale uwaga – nie musi to być słuchanie czynne. Coś, co praktykuję od kiedy jestem na studiach to włączanie radia (np. BBC) w tle do codziennych czynności. Prawdą jest, że nie mam zielonego pojęcia o czym mówili, bo zajmowałam się zupełnie czym innym i nie wsłuchiwałam się w to, co tam było, a jednak po pewnym czasie zauważyłam dużą poprawę nie tylko w listeningu, ale też płynności w mówieniu, a nawet słownictwa. Po prostu łatwiej się uczyć czegoś, z czym się już wcześniej zetknęliśmy, a w taki sposób najłatwiej „zaaplikować” sobie dużą dawkę języka. Oczywiście nie musi to być radio, mogą być audiobooki, czy wszelkie inne nagrania, jednak radio jest najłatwiejsze, bo się nigdy nie kończy i nie musimy szukać sobie kolejnych nagrań.
Drugą kwestią jest fonetyka. Rzesze studentów klną na ten przedmiot, ja również okazyjnie na niego narzekam 🙂 a jednak okazuje się, że może w znacznym stopniu ułatwić rozumienie ze słuchu. Po pierwsze – uczymy się poprawnej wymowy wyrazów, więc mamy szansę wychwycić ją w nagraniu. Poprawna wymowa – czyli nie to, co „ze słuchu” powtórzymy po nauczycielu, ale realizacja ujednoliconego ciągu symboli fonetycznych, które często okazują się wyglądać zupełnie inaczej niż byśmy tego oczekiwali. Taka weryfikacja słów, które w danym języku są często źle wymawiane (oczywiście możemy się wspomóc jakimś podręcznikiem, z języka angielskiego polecam popularne podręczniki „How now brown cow”, „Sheep or ship” i „How much wood would a woodchuck chuck”, znane zresztą doskonale studentom anglistyki, innym może troszkę mniej), ale też analiza intonacji, sposobu i miejsca wypowiadania poszczególnych głosek i wielu innych niuansów sprawia, że nie tylko zaczynamy brzmieć jak native speaker, ale również jesteśmy w stanie usłyszeć w mowie to, co wcześniej było nieuchwytne. Oczywiście wiadomo, fonetyka to nie wszystko i nie musi się w nią aż tak mocno zagłębiać osoba, która nie jest na studiach językoznawczych, ale warto jednak sięgać do zapisu fonetycznego i poświęcać czas również na błahe z pozoru ćwiczenia, jakimi jest np. powtarzanie kilka razy po lektorze pojedynczych wyrazów, zdań (najlepiej to robić od końca, mając np. zdanie I have a black cat. Powtarzamy najpierw cat, później a black cat, a później całe zdanie. Łatwiej jest wtedy powiedzieć zdanie bez zająknięcia i dopracować każdy wyraz), obserwowania intonacji itd.
 Trzeci sposób zapewne ma najwięcej zwolenników, niekoniecznie ze względu na walory edukacyjne. Chodzi oczywiście o oglądanie filmów, seriali. Ja ze swojej strony polecam wybrać sobie jakiś jeden serial, który nas interesuje i śledzić go na bieżąco. Po pierwsze, mamy pewność, że będziemy to robić regularnie, po drugie jest to bardzo przyjemny sposób nauki języka. Oczywiście są też niebezpieczeństwa. W zależności jaki serial wybierzemy, musimy mieć świadomość, że nie koniecznie jest on w standardowym języku. Mianowicie, np. większość seriali po angielsku jest produkcji amerykańskiej, a więc nie nauczymy się z nich wymowy czysto brytyjskiej, jeśli na tym nam akurat zależy. Poza tym serial może np. być o bardzo młodych ludziach i być przepełniony wyrażeniami potocznymi i slangowymi. Może też być o jakiejś konkretnej grupie zawodowej i bardzo dużo korzystać z języka specjalistycznego, który przecież niekoniecznie musi być nam potrzebny.
Ostatnia rzecz, która może nam pomóc w znacznym stopniu to oczywiście wyjazd za granicę. Z własnych obserwacji widzę, że nawet kilka dni w obcym kraju może pomóc. Oczywiście nie staniemy się nagle mistrzami rozumienia ze słuchu, ale jeśli będziemy rzeczywiście nadstawiać uszu, to jesteśmy na dobrej drodze. Grunt to odciąć się na ten czas od rodzimego języka i próbować funkcjonować w języku obcym. Nie chodzimy do polskich sklepów, nie szukamy rodaków, odwiedzamy jak najwięcej miejsc, gdzie możemy porozmawiać w obcym języku.
Niewątpliwie opisałam tu jakąś milionową część sposobów na ćwiczenie rozumienia ze słuchu, jednak opisane wyżej wydają mi bardzo efektywne i bezbolesne. Na pewno większość z Was również je praktykuje, warto jednak o nich przypomnieć i upewnić się, że robimy wszystko, żeby rozwijać nasze zdolności słuchania.
Jakie są Wasze sprawdzone i ulubione sposoby?

A Ty, co o tym myślisz?