Nic tak nie pomaga w nauce języka jak wyjazd za granicę (?)

Nic tak nie pomaga w nauce języka jak wyjazd za granicę (?)

Czy to prawda? I tak, i nie. Postanowiłam napisać na ten temat, bo „zagranica” funkcjonuje często w naszej świadomości jako „lekarstwo” na językowe problemy i nawet nie zastanawiamy się nad tym jak taki wyjazd powinien wyglądać, co powinniśmy tam robić, żeby podszkolić język. Wydaje nam się, że pojedziemy i cudownie wskoczymy na kolejny poziom. Niestety tak nie jest i tu wręcz pokuszę się o być może kontrowersyjne stwierdzenie, że „zagranica” czasami może nawet zaszkodzić naszemu językowi.  

Jak to możliwe? – obudzą się zaraz głosy tych mniej rozważnych obieżyświatów skłonnych bronić idei podróżowania do ostatniej krwi 🙂 Otóż moim zdaniem, jeśli udamy się w nieodpowiednie środowisko, możemy nieświadomie nabrać cech jakiegoś niekoniecznie dobrze brzmiącego dialektu, przyzwyczaić się do używania wyrażeń slangowych (które dobrze znać, ale nie nałogowo nadużywać), niepoprawnego łamanego języka imigrantów (oczywiście nie mówię o wszystkich imigrantach, ale zdarzają się niestety często tacy, od których nie powinniśmy się uczyć). Takie zagrożenie istnieje, jeśli udamy się do nieodpowiedniego regionu kraju, podejmiemy pracę wśród imigrantów lub osób o niskim wykształceniu, które mogą używać zbyt potocznego języka, zdradzającego być może niezbyt chlubny status społeczny. I w takich przypadkach – im dłużej przebywamy za granicą, tym gorszy wpływ może ten pobyt mieć na poziom naszego języka obcego.

W takim razie czy w ogóle warto jechać?
Oczywiście! Nie da się ukryć, że właściwie tylko pobyt za granicą umożliwia nam np. oswojenie i lepsze rozumienie różnych odmian języka, dialektów, osób, które używają języka w trochę inny sposób, niż lektorzy na płytach, czy dziennikarze w radiu. Ważne jednak, żeby się dobrze do takiego wyjazdu przygotować i nie traktować samego wyjazdu jako cudownego leku. 

Co robić?
Pamiętajmy, że to od nas zależy, jak wiele się nauczymy. Warto jest popytać znajomych i przeszukać Internet, żeby dowiedzieć się, w jakiej części kraju używa się najbardziej uniwersalnej odmiany języka oraz postarać się o mieszkanie i pracę pośród native speakerów, najlepiej o średnim statusie, wśród których będziemy mogli podszkolić codzienny, naturalny język, który przyda się nam w przyszłości. Nie przerywajmy też naszej językowej rutyny, którą wdrażaliśmy do tej pory. Ucząc się samodzielnie, tak jak dotychczas i dodatkowo obserwując i słuchając, co dzieje się wokół nas, możemy zrobić naprawdę błyskawiczny postęp. Poza tym dobrze jest korzystać z każdej okazji do porozumiewania się w obcym języku – porozmawiać z panią w sklepie, wziąć na ulicy ulotkę i poczytać codzienną gazetę. W autobusach nie siedźmy bezmyślnie ze słuchawkami na uszach. Podsłuchujmy podróżnych, uważnie śledźmy komunikaty, miejmy stale otwarte uszy, gotowe, by uczyć się w każdej chwili. Taki wyjazd to świetna okazja do nauki języka, ale nic nie stanie się bez naszej pracy i dobrego przygotowania!

A Jakie Wy macie doświadczenia z wyjazdów za granicę? Udało Wam się podszkolić język? Jak najlepiej uczyć się języka za granicą?  

16 thoughts on “Nic tak nie pomaga w nauce języka jak wyjazd za granicę (?)

  1. Ja będąc w UK przełamałam się, aby zacząć mówić. Byłam w takiej części kraju, gdzie dialekt jest naprawdę ciężki i bardzo różny od standardowego angielskiego (RP). Jednak znając poprawną wymowę i zasady gramatyki, wiedziałam, że nie powinnam kopiować tych, które słyszałam na co dzień. Ale masz rację, mniej zaawansowany uczeń języka może „nasiąknąć” po prostu tym, co słyszy.
    Z kolei z norweskim mój pierwszy kontakt nastąpił za granicą. Przez to, że mieszkałam u Norweżki, która chętnie ze mną rozmawiała, też wcześnie zaczęłam używać języka.
    Co by nie mówić, wyjazd to najlepsza opcja 🙂

  2. Ja będąc w UK przełamałam się, aby zacząć mówić. Byłam w takiej części kraju, gdzie dialekt jest naprawdę ciężki i bardzo różny od standardowego angielskiego (RP). Jednak znając poprawną wymowę i zasady gramatyki, wiedziałam, że nie powinnam kopiować tych, które słyszałam na co dzień. Ale masz rację, mniej zaawansowany uczeń języka może „nasiąknąć” po prostu tym, co słyszy.
    Z kolei z norweskim mój pierwszy kontakt nastąpił za granicą. Przez to, że mieszkałam u Norweżki, która chętnie ze mną rozmawiała, też wcześnie zaczęłam używać języka.
    Co by nie mówić, wyjazd to najlepsza opcja 🙂

  3. Zgadzam się w stu procentach! Na swoim przykładzie wiem, że będąc za granicą osłuchujemy się z językiem i się go uczymy. W moim przypadku był to niemiecki. Co roku wyjeżdżałam na wakacje do rodziny w Niemczech. Musiałam się nauczyć niemieckiego aby chociażby kupić bułki w sklepie 🙂 Wiedza pozostała do dziś a ja ciągle z niej korzystam:)

  4. Zgadzam się w stu procentach! Na swoim przykładzie wiem, że będąc za granicą osłuchujemy się z językiem i się go uczymy. W moim przypadku był to niemiecki. Co roku wyjeżdżałam na wakacje do rodziny w Niemczech. Musiałam się nauczyć niemieckiego aby chociażby kupić bułki w sklepie 🙂 Wiedza pozostała do dziś a ja ciągle z niej korzystam:)

  5. Moim zdaniem warto jechać, ale pod warunkiem, że nie będziemy koło siebie mieć rodaków 😉 Druga rzecz to długość pobytu – nie oczekujmy, że przez np. 1 tydzień poczynimy większe postępy. Ale tak czy owak, taki wyjazd za granicę to doskonała metoda na przełamie strachu przed mówieniem.

  6. Moim zdaniem warto jechać, ale pod warunkiem, że nie będziemy koło siebie mieć rodaków 😉 Druga rzecz to długość pobytu – nie oczekujmy, że przez np. 1 tydzień poczynimy większe postępy. Ale tak czy owak, taki wyjazd za granicę to doskonała metoda na przełamie strachu przed mówieniem.

  7. Jako bloger & podróżnik mogę dodać:
    # Omijaj Londyn, Berlin, Dublin, Nowy Jork – chyba, że chcesz mieszkać z Polakami…
    # Masz szansę to jedź na Erasmusa itp programy!!
    # Programy typu work & travel jak najbardziej!!
    # Będąc zagranicą przebywaj w międzynarodwej ekipie osób (imprezy, nauka, zabawa)
    # Jeśli kurs językowy za granicą to: Malta, Kanada, Australia – mało Polaków

    Pozdrawiam
    Marcin
    Zapraszam na ☛ http://kursy-angielskiego-za-granica.pl/

  8. Jako bloger & podróżnik mogę dodać:
    # Omijaj Londyn, Berlin, Dublin, Nowy Jork – chyba, że chcesz mieszkać z Polakami…
    # Masz szansę to jedź na Erasmusa itp programy!!
    # Programy typu work & travel jak najbardziej!!
    # Będąc zagranicą przebywaj w międzynarodwej ekipie osób (imprezy, nauka, zabawa)
    # Jeśli kurs językowy za granicą to: Malta, Kanada, Australia – mało Polaków

    Pozdrawiam
    Marcin
    Zapraszam na ☛ http://kursy-angielskiego-za-granica.pl/

  9. Jeżeli wyjeżdżać, to tylko na zasadzie poznawania języka i kultury wśród jego rodzimych użytkowników. Dla mnie doskonałą okazją stał się dwukrotny wyjazd jako au pair do Anglii. W tym momencie mieszkam z 4 Brytyjczykami i przygotowuję się do egzaminu CAE. Jednak to co mi powiedzieli w collegu było totalnie dla mnie szokujące. Wydawało mi się, że mój poziom angielskiego jest na wystarczający, aby pozytywnie zdać egzamin. Natomiast mnie powiedziano, że jest zbyt potoczny. Ale się nie poddaję i nadal szkolę ten bardziej formalny 😀

  10. Jeżeli wyjeżdżać, to tylko na zasadzie poznawania języka i kultury wśród jego rodzimych użytkowników. Dla mnie doskonałą okazją stał się dwukrotny wyjazd jako au pair do Anglii. W tym momencie mieszkam z 4 Brytyjczykami i przygotowuję się do egzaminu CAE. Jednak to co mi powiedzieli w collegu było totalnie dla mnie szokujące. Wydawało mi się, że mój poziom angielskiego jest na wystarczający, aby pozytywnie zdać egzamin. Natomiast mnie powiedziano, że jest zbyt potoczny. Ale się nie poddaję i nadal szkolę ten bardziej formalny 😀

  11. Eve Marie, myślę, że jesteś żywym przykładem tego, co opisałam w poście i tego, że Znając piękny język angielski zasłyszany z radia, wymowę RP, niekoniecznie dobrze dogadamy się z native speakerami, a umiejac świetnie porozumiewać się z Brytyjczykami niekoniecznie napiszemy międzynarodowy egzamin językowy. Wydaje mi się jednak, że trochę łatwiej nauczyć się języka potocznego, znając juz ten oficjalny wzorowy model, niż odwrotnie. Trzymam kciuki za Twój CAE 🙂

  12. Eve Marie, myślę, że jesteś żywym przykładem tego, co opisałam w poście i tego, że Znając piękny język angielski zasłyszany z radia, wymowę RP, niekoniecznie dobrze dogadamy się z native speakerami, a umiejac świetnie porozumiewać się z Brytyjczykami niekoniecznie napiszemy międzynarodowy egzamin językowy. Wydaje mi się jednak, że trochę łatwiej nauczyć się języka potocznego, znając juz ten oficjalny wzorowy model, niż odwrotnie. Trzymam kciuki za Twój CAE 🙂

  13. Jestem tu pierwszy raz, ale blog bardzo mi się podoba, więc zostanę stałym czytelnikiem. Uczenie się ze słuchu i od początku od obcokrajowców jest bez sensu, wystarczy zamienić kilka słów z Polakami, którzy w ten sposób się uczyli (bardzo polecam USA, bo tam w skupiskach polonijnych żyją ludzie, którzy przyjechali 20-30 lat temu i nie umieli w ogóle języka i teraz mówią swoim własnym językiem, który nie jest zrozumiały dla Polaków ani tym bardziej dla Amerykanów). Moim zdaniem wyjazd za granicę jest dobry jeżeli chcesz podszkolić język (nauczyć się nowych słówek, „rozgadać się” , osłuchać…). Mi na przykład przyszło mieszkać we Francji/Szwajcarii i dzięki sytuacjom z życia codziennie nauczyłam się wielu francuskich słówek, których np. nie umiem po angielsku mimo, że uczę się go zdecydowanie dłużej. Ale żeby skorzystać z takiego wyjazdu to trzeba chcieć się nauczyć i mieć motywację inaczej możesz spędzić cały wyjazd wśród Polaków, zakupy robić w supermarketach i przeżyć.

  14. Jestem tu pierwszy raz, ale blog bardzo mi się podoba, więc zostanę stałym czytelnikiem. Uczenie się ze słuchu i od początku od obcokrajowców jest bez sensu, wystarczy zamienić kilka słów z Polakami, którzy w ten sposób się uczyli (bardzo polecam USA, bo tam w skupiskach polonijnych żyją ludzie, którzy przyjechali 20-30 lat temu i nie umieli w ogóle języka i teraz mówią swoim własnym językiem, który nie jest zrozumiały dla Polaków ani tym bardziej dla Amerykanów). Moim zdaniem wyjazd za granicę jest dobry jeżeli chcesz podszkolić język (nauczyć się nowych słówek, „rozgadać się” , osłuchać…). Mi na przykład przyszło mieszkać we Francji/Szwajcarii i dzięki sytuacjom z życia codziennie nauczyłam się wielu francuskich słówek, których np. nie umiem po angielsku mimo, że uczę się go zdecydowanie dłużej. Ale żeby skorzystać z takiego wyjazdu to trzeba chcieć się nauczyć i mieć motywację inaczej możesz spędzić cały wyjazd wśród Polaków, zakupy robić w supermarketach i przeżyć.

A Ty, co o tym myślisz?