Zawiłości językowej znajomości :)

Zawiłości językowej znajomości :)

Tak… inspiracją do tego posta była zasłyszana w autobusie rozmowa starszego pana z panią również seniorką, oto cytat:
(…)
-A tam mówi Pani, że zna angielski. Moja córka proszę Pani, ona studiuje w Warszawie. I studiuje na Uniwersytecie Warszawskim i mało tego, że angielski studiuje proszę Pani, to jeszcze francuski. Ona może powiedzieć, że zna język, bo wykłady i wszystko mają w tym angielskim i po francusku proszę Pani.
No właśnie, co to znaczy ‚znać’ język obcy?
Córka wyżej opisanego starszego Pana na pewno posługuje się biegle angielskim i francuskim, czy jednak ‚zna’ te języki?
A osoba, która swobodnie potrafi poradzić sobie na wakacjach w Egipcie – zarezerwować hotel, zamówić posiłek, kupić bilet. Czy ona zna język?
Śmiem twierdzić, że nie ma czegoś takiego jak ‚znajomość’ języka. Według mnie powiedzenie, że się coś zna, tak trochę w domyśle przekazuje, że ta znajomość się dokonała i jest kompletna. A przecież języka nigdy się nie da poznać kompletnie! Każdego dnia pojawiają się nowe słowa, zwroty, kolokacje. Językiem można się posługiwać biegle lub mniej swobodnie, ale czy coś więcej….?
Drugą sprawą jest moment, w którym możemy powiedzieć, że język ‚znamy’ (jeśli jednak zdecydujemy się na to określenie). Dlaczego dziewczyna, która studiuje anglistykę i po wykładach z fonologii potrafi nazwać poszczególne części jamy ustnej została w tym przypadku uznana za kogoś kto ‚zna’ język, a osoby, które posługują się językiem w codziennych sytuacjach komunikacyjnych już nie?
Tak właściwie to sama nie do końca wiem, co o tym myśleć…..

12 thoughts on “Zawiłości językowej znajomości :)

  1. Rzeczywiście jest to dość skomplikowane zagadnienie. Nie tylko sama znajomość języka, ale również określenie poziomu bywa kłopotliwe. Ponadto uważam, że sam fakt ukończenia studiów filologicznych nie oznacza automatycznie znajomości języka na jakimś niebotycznym poziomie. Również osoba, która mieszka w jakimś kraju prze określony okres czasu może być dobra. To samo tyczy się osób poświęcających dużo czasu nauce języka obcego, ciągle pracujących nad rozwojem własnych umiejętności.

  2. Rzeczywiście jest to dość skomplikowane zagadnienie. Nie tylko sama znajomość języka, ale również określenie poziomu bywa kłopotliwe. Ponadto uważam, że sam fakt ukończenia studiów filologicznych nie oznacza automatycznie znajomości języka na jakimś niebotycznym poziomie. Również osoba, która mieszka w jakimś kraju prze określony okres czasu może być dobra. To samo tyczy się osób poświęcających dużo czasu nauce języka obcego, ciągle pracujących nad rozwojem własnych umiejętności.

  3. Moim zdaniem „znajomość języka” jest pojęciem względnym – wszystko zależy od tego, czego właściwie oczekujesz – czy ma być on Twoim codziennym narzędziem komunikacji, sposobem na życie, pasją, czy tylko „wspomagaczem” podczas pobytu za granicą. Sam fakt ukończenia filologii nie daje gwarancji, że potrafi się zastosować poznane zagadnienia. Myślę, że rzekomą „znajomość” lepiej byłoby nazwać „zrozumieniem języka”, ponieważ nie jest on jednolity, cały czas się zmienia, tak jak środowisko, w którym jest stosowany, dlatego do jego nauki trzeba mieć „to coś”. A kiedy język staje się dla Ciebie towarzyszem w życiu codziennym, myślę, że wtedy można pokusić się o stwierdzenie, że „zna się” (czuje) dany język, jednak przez wielu ludzi to wyrażenie jest niestety źle rozumiane i niewłaściwie umieszczane w kontekście…

  4. Moim zdaniem „znajomość języka” jest pojęciem względnym – wszystko zależy od tego, czego właściwie oczekujesz – czy ma być on Twoim codziennym narzędziem komunikacji, sposobem na życie, pasją, czy tylko „wspomagaczem” podczas pobytu za granicą. Sam fakt ukończenia filologii nie daje gwarancji, że potrafi się zastosować poznane zagadnienia. Myślę, że rzekomą „znajomość” lepiej byłoby nazwać „zrozumieniem języka”, ponieważ nie jest on jednolity, cały czas się zmienia, tak jak środowisko, w którym jest stosowany, dlatego do jego nauki trzeba mieć „to coś”. A kiedy język staje się dla Ciebie towarzyszem w życiu codziennym, myślę, że wtedy można pokusić się o stwierdzenie, że „zna się” (czuje) dany język, jednak przez wielu ludzi to wyrażenie jest niestety źle rozumiane i niewłaściwie umieszczane w kontekście…

  5. Chimek, bardzo podobają mi się określenia 'rozumieć' i 'czuć' język. Po prostu w słowie znać jest coś co mnie odrzuca bo daje do zrozumienia, że wszystko zostało zrobione, poznaliśmy język, teraz go używamy, ale nie musimy się już więcej rozwijać. Oczywiście to tylko moja interpretacja, ale biorąc pod uwagę to, jak żywo języki się rozwijają, nie przechodzi mi przez gardło określenie np. „znam” angielski….

  6. Chimek, bardzo podobają mi się określenia 'rozumieć' i 'czuć' język. Po prostu w słowie znać jest coś co mnie odrzuca bo daje do zrozumienia, że wszystko zostało zrobione, poznaliśmy język, teraz go używamy, ale nie musimy się już więcej rozwijać. Oczywiście to tylko moja interpretacja, ale biorąc pod uwagę to, jak żywo języki się rozwijają, nie przechodzi mi przez gardło określenie np. „znam” angielski….

  7. „Znać język” to jest związek frazeologiczny i nie ma sensu rozpatrywanie czy można tak powiedzieć, czy też nie. Idąc tropem dosłownego traktowania różnych powiedzeń można rzec, że „zachodzenie w głowę” też jest bez sensu… Tak się po prostu mówi, żeby ułatwić komunikację i nie mówić za każdym razem: uczyłam się trochę hiszpańskiego i teraz umiem zarezerwować hotel, dojechać z lotniska do centrum oraz przeczytać uproszczoną wersję „Don Kichote”. Poza tym czasownik znać ma aspekt niedokonany, a dokonanego nie posiada i oznacza nie tylko, że się coś umie, ale także, że się posiada informacje na jakiś temat. Gdy mówimy: znam tę aktorkę, nie oznacza to, że wiemy o niej wszystko, tylko, że znamy jakieś fakty z jej życia i wiemy, kto to w ogóle jest. Zatem to, że znajomość języka, to pojęcie względne, jest całkiem oczywiste i dla jednych to umiejętność porozumiewania się w hotelu, sklepie, etc., a dla drugich – umiejętność czytania Szekspira w oryginale.

  8. „Znać język” to jest związek frazeologiczny i nie ma sensu rozpatrywanie czy można tak powiedzieć, czy też nie. Idąc tropem dosłownego traktowania różnych powiedzeń można rzec, że „zachodzenie w głowę” też jest bez sensu… Tak się po prostu mówi, żeby ułatwić komunikację i nie mówić za każdym razem: uczyłam się trochę hiszpańskiego i teraz umiem zarezerwować hotel, dojechać z lotniska do centrum oraz przeczytać uproszczoną wersję „Don Kichote”. Poza tym czasownik znać ma aspekt niedokonany, a dokonanego nie posiada i oznacza nie tylko, że się coś umie, ale także, że się posiada informacje na jakiś temat. Gdy mówimy: znam tę aktorkę, nie oznacza to, że wiemy o niej wszystko, tylko, że znamy jakieś fakty z jej życia i wiemy, kto to w ogóle jest. Zatem to, że znajomość języka, to pojęcie względne, jest całkiem oczywiste i dla jednych to umiejętność porozumiewania się w hotelu, sklepie, etc., a dla drugich – umiejętność czytania Szekspira w oryginale.

  9. Tak, rozumiem, że to związek frazeologiczny, ale jednak nie używamy go przez cały czas naszej nauki i ciekawi mnie moment, kiedy czujemy się wystarczająco pewnie mówiąc „znam” język obcy. Zresztą nie jestem specjalistką od języka polskiego, ale cieszę się, że przybliżyłaś nam trochę i ten punkt widzenia 🙂

  10. Tak, rozumiem, że to związek frazeologiczny, ale jednak nie używamy go przez cały czas naszej nauki i ciekawi mnie moment, kiedy czujemy się wystarczająco pewnie mówiąc „znam” język obcy. Zresztą nie jestem specjalistką od języka polskiego, ale cieszę się, że przybliżyłaś nam trochę i ten punkt widzenia 🙂

A Ty, co o tym myślisz?